Czarnobyl w objęciach czasu
9/03/2017
Choć niektórym wydaje
się to nieprawdopodobne, Czarnobyl od lat odwiedzany jest przez
tysiące osób. Ciekawość to właśnie pierwszy stopień do
Czarnobyla. Jakie są inne przyczyny tak licznej frekwencji w tym
miejscu? Chęć poczucia dreszczyku emocji, spełnienia
fotograficznych marzeń, poczucia się jak postać ze Stalkera,
nagrania kolejnego filmu dokumentalnego lub też filmu grozy. Podczas
mojego pobytu przekonałam się, że to również sposób na
nowoczesną podróż poślubną...Mnie sprowadziło tam po prostu
zamiłowanie do opuszczonych miejsc. No dobra, trochę też
ciekawość.
Jak dostać się do Zony?
Istnieją trzy sposoby
przedostania się na teren zony, z czego dwa są legalne. Po pierwsze
można samemu postarać się o zdobycie pozwolenia na wejście. To
najdroższy i czasochłonny sposób. Plusem jest to, że nie jesteśmy
wtedy od nikogo zależni, minusem, że prawdopodobnie będziemy
błąkać się nie znając terenu, dodatkowo potrzebujemy własny
dozymetr i obowiązkowo GPS.
Drugi sposób to wjazd do
zony z biurem, które zajmuje się zorganizowaniem przepustek oraz
oprowadzeniem wewnątrz. W zależności od tego ile mamy czasu (i
pieniędzy, bo nie jest to tania sprawa) można wybrać różne
warianty wycieczki. W Kijowie funkcjonuje wiele biur o zróżnicowanych
ofertach. Rezerwacji należy dokonać z kilkudniowym wyprzedzeniem,
żeby mieli czas na załatwienie formalności. Koszt jednodniowej
wycieczki z anglojęzycznym przewodnikiem i obiadem na terenie zony
to około 80$.
W niektórych przypadkach
wyjazd z biurem może być uciążliwy, ze względu na dużą liczbę
turystów. My zwiedzaliśmy w wąskim gronie, omijając tłum.
Dodatkowo od przewodnika można usłyszeć ciekawe informacje, a 2
godzinną podróż z Kijowa do Czarnobyla umilają filmy (o
Czarnobylu oczywiście).
Link do wybranego przeze
mnie biura: https://www.tourkiev.com
Trzeci sposób to
nielegalne wejście na pilnie strzeżony teren. Tego typu wyprawy
organizują osoby, które nie ogłaszają się publicznie. Można do
nich dotrzeć jedynie przez pocztę pantoflową. Są to zazwyczaj
kilkudniowe piesze wędrówki, obejmujące nieznane miejsca.
Czarnobyl od środka
Po odbyciu pierwszej
kontroli wjeżdżamy na teren zony. Podczas naszej wycieczki odwiedziliśmy 4 z ponad 20 stref terytorium Czarnobyla, z czego przed wjazdem do każdej z nich następowała mniejsza lub większa kontrola. Obowiązuje bezwzględny zakaz
fotografowania punktów kontrolnych oraz funkcjonariuszy. Podczas
przekraczania tych punktów osobom posiadającym kamerki GoPro bez
wyświetlacza gorąco polecam ukrycie ich głęboko w plecakach.
Inaczej funkcjonariusz może posądzić nas o nielegalne nagrywanie i
zażądać natychmiastowego usunięcia. Nie masz wyświetlacza i nie
możesz udowodnić, że nie nagrałeś filmu? Kabelek, podpięcie pod
komputer, 15 minut zmarnowanego czasu (wiem co mówię).
-Widzicie te osady
obok drogi? - pyta nas nasz przewodnik Igor zaraz po wjeździe do
zony. Igor skory był do drobnych żartów, więc nie biorę tego na
poważnie. Przecież tutaj nic nie ma. Przemieszczamy się
samochodem dalej w stronę Czarnobyla i nagle dostrzegam mech w
kształcie domów i zarośla z dachami. 31 lat temu to faktycznie
były osady, dziś wytężam wzrok, żeby dostrzec ich pozostałości.
Mijamy częściowo
zasiedlony Czarnobyl, w którym aktualnie pomieszkują osoby
pracujące przy nowym sarkofagu na reaktor nr 4 oraz starcy, którzy
pomimo nakazu nie opuścili miasta. W mieście funkcjonują wszystkie
niezbędne placówki łącznie ze strażą pożarną, a nawet starą
pralnią. Czarnobyl był niegdyś największym miastem w pobliżu
elektrowni, stąd nadano jej nazwę elektrowni w Czarnobylu. Dopiero
w późniejszych latach powstało słynne miasto Prypeć.
Tam gdzie przebywają
ludzie, błąkają się również bezpańskie psy. Są to potomkowie
psów pozostawionych tutaj 31 lat temu podczas ewakuacji. Przebywanie
blisko ludzi zapewnia im łatwy dostęp do jedzenia oraz schronienie
przed wilkami, których na terenie zony jest bardzo dużo. Wilki to
nie jedyne zwierzęta, które upodobały sobie obszary, z których
człowiek zrezygnował.
Drogi miast w większości
zostały całkowicie wymienione, dlatego podczas przejazdu
napromieniowanie wynosi około 0.12 mikrosiwertów. Dla porównania
na Majdanie, z którego wyruszaliśmy było to 0,14. Jest to normalna
dawka promieniowania, która przyjmujemy. Jak powiedział Igor –
miejsce, w którym promieniowanie wynosi 0% nie istnieje.
Reaktor nr 4
Destrukcja reaktora nr 4
była skutkiem nieprzemyślanego eksperymentu, który doprowadził do
wybuchu pary wodnej. Następnie nastąpił wybuch wodoru, który
poskutkował zapłonem grafitu i przedostaniem się do atmosfery
ogromnej ilości materiałów promieniotwórczych. Przez 30 lat od
katastrofy reaktor ochraniany był betonowym sarkofagiem, który po
tym okresie przestał wystarczać. Obecnie jego miejsce zajęła
arka, będąca największą ruchomą konstrukcją jaka powstała
dotąd na świecie. Arka, której sponsorem była między innymi
Polska została nasunięta na stary sarkofag. W jej wnętrzu
zamontowano dźwig, którym zdalnie będzie rozbierany stary sarkofag
oraz usuwane i utylizowane niebezpieczne odpady. Przed sarkofagiem
znajduje się pomnik ku pamięci ofiar katastrofy. Promieniowanie w
okolicy tego miejsca jest znacznie większe, dlatego wyjść z autobusu można
jedynie na chwilę i tylko wtedy, gdy mamy na sobie bluzę z długim
rękawem.
W pobliżu reaktora
znajdował się też słynny Czerwony Las, obecnie jednak został on
w całości usunięty i zakopany. Na jego miejsce posadzono nowe
drzewka o normalnej barwie.
16 lat dostatku Prypeci
Prypeć to największe
miasto znajdujące się w pobliżu elektrowni Czarnobylskiej. Zostało
założone w 1970r w trosce o zapewnienie pracownikom elektrowni
wysokiego poziomu życia oraz ułatwienie dojazdu do miejsca pracy.
Miasto było silnie rozwinięte i wciąż modernizowane. Znajdowały
się w nim przedszkola, szkoły, place zabaw, placówki o charakterze
zdrowotnym oraz rekreacyjnym. Obecnie budynki przejęła matka
natura, a ich cenniejsze rzeczy z wnętrza – złodzieje i
złomiarze. W lepszych przypadkach specjalne jednostki, które
utylizowały napromieniowane rzeczy.
Igor zabrał nas na dach
wieżowca, z którego roztacza się widok na całe miasto. Środek
budynku to przede wszystkim potłuczone szyby i zrujnowane
pomieszczenia, które jakby chciały już odejść w niepamięć, ale
jednak nie potrafią. Na poddaszu spotykamy psa, podobno leży tam
już kilka lat – nie żyje.

Kolejnym miejscem jest
przedszkole, gdzie na każdym kroku znajdują się porozrzucane
lektury, misie, małe buciki i maski. Część z tych rzeczy została
ustawiona specjalnie, żeby nadać temu miejscu więcej grozy –
zupełnie niepotrzebnie. Przykładem jest powieszona na sznurku lalka
w przejściu do kolejnego pomieszczenia.

Basen to miejsce, które
po ewakuacji miasta nadal działało, łącznie ze szpitalem i paroma
innymi placówkami. Przed wejściem do tych pomieszczeń ustawione
były misy z wodą, w których należało dokładnie opłukać buty,
żeby nie wnosić do środka napromieniowanej ziemi i pyłów.
Obecnie w jego podziemiach
znajdują się wciąż wysoko napromieniowane ubrania oraz sprzęty
medyczne. Kilka przedmiotów ustawiono na stole na parterze. Po
zbliżeniu do nich dozymetru widzimy, że promieniowanie ma wartość
ponad 100 Msv.
Wesołe miasteczko, które
czekało na wielkie otwarcie podczas Święta Pracy 1 maja, niestety
nie doczekało swoich pierwszych gości. Tak samo jak nie doczekała
użycia masa dekoracji na wyczekiwane przez mieszkańców
przedstawienie.
Niedaleko elektrowni,
gdzieś na uboczu znajduje się Czarnobyl 2 oraz miasto, które
zamieszkiwane było tylko przez osoby wtajemniczone w działanie
wielkiej konstrukcji przypominającej rusztowanie. Oko Moskwy –
taką nazwę otrzymał radziecki radar, który miał za zadanie
wykrywać nadlatujące nad teren ZSRR pociski z głowicami
nuklearnymi. Była to konstrukcja ściśle utajniona, a teren wokół
niej zamknięto w obrębie 4km. Na mapie widniał zapis, że znajduje
się tam obóz pionierski. Jest to jedna z tajemniczych budowli,
które przerastając ludzkie pojęcie obrosły w różne teorie
spiskowe. Mówią one przykładowo o wywieraniu wpływu na ludzki
umysł poprzez fale radiowe lub kontrolowaniu pogody. Faktem jest, że
podczas uruchamiania Oka Moskwy na całym świecie można było
usłyszeć charakterystyczny dźwięk stukania dzięcioła, który
zakłócał pracę innych nadajników.

Jest wiele obiektów
wartych odwiedzenia, w każdym jednak doświadcza się tego samego
uczucia. To nie sceneria przygotowana pod plan filmowy tylko miasto,
które nie tak dawno było...no właśnie, było.
Na zakończenie wszyscy
uczestnicy zobowiązani są przejść kontrolę, która wykazuje czy
podczas wycieczki nie zostali za bardzo napromieniowani. Przechodzi się ją dwa razy. Każdy
uwiecznia tą scenę jak tylko może, w końcu nie codziennie mamy do czynienia z takimi testami. Rzadko zdarza się, że ktoś nie zda, a jeżeli już, to zazwyczaj wystarczy dokładnie umyć buty.





